Utwór ,,Rain and Tears” • Otyłość Kraków - leczenie otyłości - Warszawa

Utwór ,,Rain and Tears”

Tymczasem nadszedł nasz sprzęt z Grecji. Rozpoczęliśmy próby w malutkiej piwniczce na krańcu miasta, niedaleko Porte d’Italie. Tam zrodził się utwór ,,Rain and Tears” („Deszcz i łzy”). Muzykę napisał Vangelis, a słowa były dziełem Borisa Bergmana, młodego człowieka, którego nam przedstawiono w wytwórni płytowej. Kiedy wreszcie byliśmy gotowi do nagrania, zarezerwowaliśmy sobie popołudnie w studio wyposażonym w czterościeżkowy magnetofon. Phonogram przysłał nam jednego ze swoich pracowników, żeby śpiewał chórki. W tym czasie Vangelis cierpiał na biegunkę, co, biorąc pod uwagę nasze ówczesne odżywianie się, nikogo nie powinno dziwić. Żywiliśmy się w różnych restauracyjkach w Dzielnicy Łacińskiej, jedząc głównie merguez, hot-dogi, sandwicze i frytki. Nagranie ukończyliśmy w samą porę. Następnego dnia zamknięto studio z powodu generalnego strajku i nie było mowy o pracy. Kilka tygodni później utwór „Rain and Tears” zespołu „Aphrodite’s Child” („Dziecię Afrodyty”) znalazł się na pierwszym miejscu listy przebojów. Gdy Phonogram oznajmił, że udało się nam wypuścić na rynek przebój, nie wiedzieliśmy, o czym oni mówią… Nie staliśmy się przez to ani trochę bogatsi. Dostawaliśmy za to coraz więcej propozycji koncertów i już wkrótce ogarnęła nas atmosfera sukcesu i radosnego podniecenia. Jeszcze w maju graliśmy w klubie „Psychedelic” znajdującym się niedaleko Pól Elizejskich, gdzie poznaliśmy Jeana Bouquina, właściciela butiku, w którym cały Paryż zaopatrywał się w hippisowskie stroje. Ubraliśmy się od stóp do głów: koszule z bufiastymi rękawami i koronkowymi mankietami, satynowe kostiumy z haftem i brokatem, długie indyjskie szale, filcowe kapelusze z piórkiem i tym podobne. Nasz pierwszy angaż poza miastem był w Barritz. Oczywiście nie było to porządnie zorganizowane. Załadowaliśmy sprzęt na ciężarówkę pożyczoną od Claude’a Franęoisa i wyruszyliśmy w drogę z Jeanem w roli kierowcy. Było to dokładnie w trakcie rozruchów majowych w 1968 roku. W okolicach Bordeaux zatrzymała nas blokada na drodze, utworzona przez zmilitaryzowany oddział policji, C.R.S. Mieli karabiny maszynowe, a my prawie nie znaliśmy francuskiego, nie mieliśmy przy sobie dokumentów, a jedynym, co mogliśmy im pokazać, były nasze greckie twarze. Jean, który, oczywiście, nie miał przy sobie ani dowodu rejestracyjngo ani prawa jazdy, zdarł z kieszeni naszywkę ze swoim imieniem i pomachał nią przed nosem jednemu z policjantów C.R.S. wykrzykując w nagłym olśnieniu: „Jean Bouquin, krawiec Brigitte Bardot”. Nie bardzo nadążałem za dalszym tokiem rozmowy, więc nigdy nie dowiedziałem się, jak udało nam się bez żadnych przeszkód wyruszyć w dalszą drogę.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>